sobota, 20 czerwca 2009

przyjaciel

W psich oczach
psia mądrość
psia tęsknota
psia wierność.

Siadam na schodach domu
nie-domu
Tarczą ramion osłaniam twarz
smutną
Zroszoną deszczem łez
bezsilnych

Szloch w piersiach rozrywa
i dusi
Otchłań zła pochłania moje
myśli
A podcięta nadzieja nie pozwala
latać

Zabrakło przyjaciół w tłumie
ludzi
Najbliżsi odpłynęli na zazdrości
łodzi
Niepewność i niemoc
wciąż trwa

Na spotkanie targanych niepokojem
myślom
Wybiega brązowy włochaty
przyjaciel
W jego oczach bratnia duszę
widzę

Jego wzrok kudłaty
balsamem
Wyciągnięta łapka rozpędza
troski
Nabrzmiałe rani łagodzi dotyk
pyszczka

On rozumie
On współczuje
On trwa przy mnie
Dobrze,że jest

Autor - Ewa Spytek

lustro...

Piękne lustro.Kryształowe,z kobaltowym muśnięciem na brzegach.Błyskiem odpowiada słońcu na podrygi promyków cichutko skradających się z białego muślinu.
Pod palcami wczuwam jego przyjazne ciepło.które koi moje serce,a oczom daje odpocząć.Czy to mój wróg czy przyjaciel?Nie wiem,nie mam pewności.Na pewno to niemy,niemy świadek mojego życia.
Szczęście nie chce zbyt długo trwać w jednym miejscu.Jakby chciało zdążyć dać siebie innym.A może tylko lepiej smakuje codzienność przyprawiona szczyptą goryczy i zwątpienia?
W labiryncie przyzwyczajeń łatwo zatracić to,co ważne.Łatwo zatracić siebie.Monotonia zdarzeń,a może tylko lenistwo i pewność,że życie to poukładane już puzzle,któremu nic nie może zagrozić.A tu maleńki podmuch wiatru,który może zwiastować albo burzę albo poprawę,przesuwa odłamki życia na inne miejsce,jakże często nie pasujące do siebie.
W chwili narodzin jesteśmy błogo nieświadomi trudności.Szczęśliwi ssiemy ciepło z mlekiem matki,a w jej ramionach odnajdujemy bezpieczną przystań. I daj Boże,by już wtedy ten złowrogi wiatr nie zmącił lustra jeziora życia - naszego życia.

Czekając na sen

Taniec myśli przepędza motyle snu,
skryte cicho między muślinami firan.
W labirynty skojarzeń wciskam się znów,
by błąkając się,dotknąć sensu istnienia.

Omijam wąwozy wyryte cierpieniem.
Co trudne i ważne - spycham w podświadomość.
Szukam światła,które da mi wytchnienie
i nadzieję na bezpieczną codzienność.

Żeglując po niebie nocy szukam gwiazd,
co dają poczucie miłości i szczęścia.
Chcę je dotknąć,lecz bezlitosny jest czas,
co je odsuwa jak niewidzialna ręka.

Mleczna Droga wyciąga do mnie ramiona,
prosi na wędrówkę poprzez gwiazdozbiory.
Pozwoli zapomnieć szare cienie dnia,
jasną poświatą wtuli mnie w snów kolory.

Autor- Ewa Spytek

Portret potoku


Cichutko sie skrada
pluskając kroplami.
Mchom daje wisiorki
lśniące diamentami.

On tańczy tak zwinnie,
wciąż żłobie historię
i ciągle jest wolny
ten potok - wodzirej.

On głaszcze kamienie,
wygładza im zmarszczki.
Z ptakami chce frunąć,
z paprocią się drażni.

A drzewom zazdrości
wyniosłej postawy -
parasolem liści
osłania się cały.

Całuje go ważka
muskając skrzydłami.
Wiatr lekko dmuchając
z motylem się bawi.

Swym chłodem ożywczym
przyciąga twe dłonie.
zadziwia grą świateł,
chce dać ci wytchnienie.

Przegląda się niebo
w tonacji błękitnej,
jak kryształ bezbarwnej,
złamanej zachwytem.

Czy słyszysz szept wody,
gdy trącasz ją ręką,
a słońce się cieniem
odbija jak echo?

Autor -Ewa Spytek.

Balet śniegowych płatków

Koronki śniegu muskają kamienie,
do drzew się tulą,całują gałęzie.
Stęskniona trawa w ramiona je bierze.
W mglista zasłonę otulają ziemię.

Palcami czeszą krzewom czupryny.
Miękką pierzyną okryją chat strzechy.
W wyścigu z wiatrem zasypią doliny.
białym muślinem przesłonią gór szczyty.

W aksamit puchu ubiorą wnet pola,
ptaki wypłoszą schowane w zaroślach.
Przed ścianą lasu pochylą swe czoła,
z mrozu firanę zawieszą na oknach.

Malując obraz wiecznego porządku,
tworzą te płatki mozaikę skojarzeń-
jak fotografia z początków wieku
świat w czarno-białej tonacji z marzeń.

Autor-Ewa Spytek