Piękne lustro.Kryształowe,z kobaltowym muśnięciem na brzegach.Błyskiem odpowiada słońcu na podrygi promyków cichutko skradających się z białego muślinu.
Pod palcami wczuwam jego przyjazne ciepło.które koi moje serce,a oczom daje odpocząć.Czy to mój wróg czy przyjaciel?Nie wiem,nie mam pewności.Na pewno to niemy,niemy świadek mojego życia.
Szczęście nie chce zbyt długo trwać w jednym miejscu.Jakby chciało zdążyć dać siebie innym.A może tylko lepiej smakuje codzienność przyprawiona szczyptą goryczy i zwątpienia?
W labiryncie przyzwyczajeń łatwo zatracić to,co ważne.Łatwo zatracić siebie.Monotonia zdarzeń,a może tylko lenistwo i pewność,że życie to poukładane już puzzle,któremu nic nie może zagrozić.A tu maleńki podmuch wiatru,który może zwiastować albo burzę albo poprawę,przesuwa odłamki życia na inne miejsce,jakże często nie pasujące do siebie.
W chwili narodzin jesteśmy błogo nieświadomi trudności.Szczęśliwi ssiemy ciepło z mlekiem matki,a w jej ramionach odnajdujemy bezpieczną przystań. I daj Boże,by już wtedy ten złowrogi wiatr nie zmącił lustra jeziora życia - naszego życia.
sobota, 20 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz